Spotkanie RAZEM DLA OLEŚNICY już dzisiaj!

Zapraszamy na spotkanie Ruchu Społecznego „Razem dla Oleśnicy”


Przedstawimy na nim naszego kandydata na Burmistrza Oleśnicy – Michała Kołacińskiego.

Porozmawiamy o problemach naszego miasta, które wspólnie możemy rozwiązać.

Podyskutujemy o tym, czego mieszkańcy Oleśnicy oczekują od władz i jak te oczekiwania realizować. 


Wasze zdanie jest dla nas najważniejsze! Budujemy obywatelską Oleśnicę. RAZEM!

Czas: dzisiaj, godzina 19.00.

Miejsce: Korelat, ul. Kochanowskiego 5, Oleśnica.

Średniowieczny festyn w SP 2

Uczniowie „dwójki” przenieśli się 24 maja w czasie. Średniowieczny piknik zorganizowały szkoła, rady rodziców i szkoły oraz Stowarzyszenie Przyjaciół SP 2 „Spełnijmy marzenia”. Imprezę uświetniła wizyta Kłodzkiego Bractwa Rycerskiego.

Najmłodsi chętnie brali udział w historycznych potyczkach, nieco starsi rywalizowali w konkurencjach przygotowanych przez nauczycieli kultury fizycznej. Rodzice tłoczyli się przy stoiskach z ciastami, grochówką i chlebem ze smalcem oraz z obowiązkowym w takim zestawie ogórkiem kiszonym. Po uczcie oni także zostali wzięci w obroty przez kadrę dwójkowych wuefistów – razem z dziećmi walczyli o sukces dla swoich klas. Mnie też wyłowiono spośród gapiów, ale wyłgałem się aparatem fotograficznym, dlatego czuję się zobowiązany pokazać poniżej kilka zdjęć 😉

Można było również nabyć okolicznościowe pamiątki i wydawnictwa.

Całości bardzo udanej imprezy dopełniły pokazy kunsztu rycerskiego, nauka łucznictwa i „egzekucje” niesfornych uczniów.

Jako rodzic bardzo dziękuję za tę lekcję historii na żywo – z elementami wuefu, przyrody, plastyki (obrazki, makiety zamków) czy muzyki. Wspaniale, że udało się zaprosić Bractwo Rycerskie z Kłodzka – drużyna nadała imprezie kolorytu i inspiracji.

Warto było przyjść w sobotę do szkoły!

 

Melancholik na podzamczu

Sobotni spacer wokół oleśnickiego zamku. Mży. Wiatr kręci liśćmi między Kolumną Złotych Godów a starą fosą. Przed ozdobnym portalem z XVII w. pod którym przejścia nie ma z powodu wielkiej, zardzewiałej kraty, zatrzymuje się skoda Yeti na łódzkich numerach.

Jeśli można to powiedzieć o samochodzie, to zatrzymuje się przed kratą „z pewną taką nieśmiałością”. Od razu widać, że kierowca nie bardzo wie, gdzie jest. Chyba chciałby wjechać do środka.

Gapię się na niego.
On gapi się na mnie.

Łeb kudłaty, gęba znajoma.

– Spóźniłem się? Koncert mam niby od 18.00. A tu zamknięte chyba od dziewiętnastego wieku – zagaduje melancholijnie, z flegmą wskazując kratę.
– Taki los. I taka pogoda – odpowiadam, wczuwając się w klimat.
Potem tłumaczę, jak wjechać do zamku.

Odjeżdża. Powolutku. Jakby badał stopą grunt przed każdym krokiem, jeśli można tak powiedzieć o jeździe autem.

Jeżeli przyjdziecie na ten koncert, a artysty nie będzie, to może być to moja wina.
Przepraszam.

Dąb Dragonów – Drzewem Roku?

– „Drzewo Roku”? Panie, coś pan, tu już jacyś łażą, coś mierzą, tu kostka będzie wyłożona chyba. Ratujcie to drzewo! – rzucił jegomość w kaszkiecie, gdy za blokiem przy Lwowskiej opowiedziałem o szansie Dębu Dragonów na zwycięstwo w prestiżowym, ogólnopolskim plebiscycie – Zróbcie coś, wy, młodzi, bo nam tu blokowisko wybudują, a dąb wykarczują, jak te pod Feniksem – dodał i pokazał mi plecy.

Nie wiem zatem, kto i co mierzy na terenie za budynkiem dawnych koszar dragonów przy Lwowskiej. Pojechałem rowerem obejrzeć dąb, o którego ochronę Dla Oleśnicy wnioskowało przed dwoma laty. Starszy jegomość w kaszkiecie przyglądał się bacznie, myśląc, że jestem jednym z tych, którzy „mierzą”. A pomiary – wg mojego rozmówcy – mają na celu wycięcie zabytkowego drzewa i przygotowanie gruntu pod zabudowę. Tak jak  kiedyś przed budową wznoszącego się tuż obok Oleśnickiego Centrum Biznesu „Feniks”.

Dąb Dragonów wygląda pięknie. Rozłożysta korona, potężny pień i dostojny szum ponad stuletniego okazu robią wrażenie. Nazwa wynika z historii tego miejsca oraz faktu udokumentowania niewielkiego jeszcze wówczas drzewa na fotografiach sprzed wieku. O szczegółach pisano już i na tym portalu, i na stronie Marka Nienałtowskiego. O batalii o objęcie m.in. tego drzewa ochroną prawa i o uznanie go za pomnik przyrody nie będę się rozpisywał. Warto jednak wspomnieć, że złożone wnioski póki co odrzucono, w oficjalnym piśmie informując, iż niecelowym jest przygotowywanie uchwał, które mogą powodować, że zostaną stworzone bariery, wywołujące NEGATYWNE SKUTKI, TRUDNE DO OKREŚLENIA W OBECNEJ CHWILI” (pismo ówczesnego wiceszefa Rady Miasta St. Pytla z dn. 03.04.2013r.) Autor zaznaczył, że tego zdania są radni zrzeszeni w tzw. Porozumieniu Radnych Rady Miasta VI kadencji (czyli związani umową z Janem Bronsiem politycy PS 2002, Platformy Obywatelskiej i SLD). Co ważne, kilka miesięcy wcześniej samorząd zlecił oficjalną inwenturę miejskiego drzewostanu i wykonujący ekspertyzę specjalista ze starostwa napisał o „Dragonie”: „[…] obiekt stanowi okazały twór przyrody ożywionej, wyróżniający się w miejskim krajobrazie naturalnym charakterystycznym pokrojem. Dzięki osiągnięciu imponujących rozmiarów oraz dodatkowo z uwagi na brak innych zwartych skupisk drzew w bezpośrednim jego sąsiedztwie, powoduje, że stanowi on jeszcze bardziej okazalszy obiekt zasługujący na szczególną ochronę swoich walorów przyrodniczych.” Mimo tego stanowiska odpowiedź władz miasta była taka, jak powyżej. I nie była to ostatnia odpowiedź – wszystkie następne brzmiały podobnie.

Dąb przy Lwowskiej

Dąb w podwórku przy Lwowskiej

Wobec takiej postawy rządzącej koalicji, stowarzyszenie Dla Oleśnicy zainteresowało Dębem Dragonów – być może nieco w akcie desperacji – Klub Gaja. Dąb został zgłoszony do ogólnopolskiego plebiscytu na Drzewo Roku. Ambasadorami konkursu są Elżbieta Dzikowska i Kazimierz Kutz. Z całego kraju przesłano ponad setkę propozycji. Jurorzy (m.in. biolog, leśnik, fotografik, dziennikarz oraz przedstawiciele Klubu Gaja) do ścisłego finału zakwalifikowali tylko szesnaście najwartościowszych i najbardziej unikatowych okazów.

W szesnastce najważniejszych drzew w Polsce znalazł się Dąb Dragonów!

Spośród wspomnianej szesnastki Drzewo Roku wyłonią w bezpośrednim głosowaniu Internauci. Głosy będzie można oddawać przez cały czerwiec na stronie www.swietodrzewa.pl

O rozpoczęciu głosowania będziemy jeszcze informować, ale już teraz zachęcamy do zapoznania się z historią Dębu Dragonów na stronie www.dlaolesnicy.org oraz www.olesnica.org pana Marka Nienałtowskiego. Ogromny sukces, jakim jest wyeliminowanie ponad setki innych obiektów, jest fenomenalną szansą na promocję miasta, a także stanowi wyraz troski jego mieszkańców o historyczno-przyrodnicze skarby natury.

Niestety, wydaje się, że burmistrz i jego akolici mają inną wizję wykorzystania tego miejsca. Działka, na której stoi Dąb Dragonów, jest warta ok. dwa miliony złotych. Miasto przeznaczyło ją pod zabudowę wielorodzinną. Ogłoszenia o pierwszym przetargu ukazały się w zeszłym roku, ale póki co nikt się nie zgłosił.

Jeszcze.

Wizja miejskich planistów może się jednak ziścić, w końcu spieniężona wartość gruntu mogłaby np. pokrywać straty Atolu przez dwa lata.

Apeluję o śledzenie tej kwestii. Władze szukają pieniędzy i nie chcą się zgodzić na objęcie ochroną drzewa, bo wówczas pewnie nikt działki za budynkiem przy Lwowskiej by nie kupił. To są zapewne te „negatywne skutki” nadania Dębowi Dragonów tytułu pomnika przyrody, o jakich pisał przewodniczący Pytel. Parcela jest atrakcyjna, ale  rozsądny decydent mógłby pokusić się o rozwiązanie kompromisowe, np. uwarunkować budowę nienaruszalnością drzewa, ogłosić konkurs architektoniczny na projekt uwzględniający koegzystencję jednego z najwartościowszych dębów w Polsce, zabytkowych koszar i nowoczesnej zabudowy mieszkaniowej, tworząc w ten sposób najbardziej uroczy zakątek mieszkalny w regionie – a może i w kraju.

Póki co Dąb Dragonów przetrwał dwie wojny, został uznany przez ekspertów za unikatowy, wciąż żyjący okaz i ma szansę wygrać prestiżowy, ogólnopolski konkurs. Może jednak nie przetrwać obecnej kadencji Rady Miasta.

Oleśniccy – i nie tylko – Internauci będą o niego walczyć wirtualnie w czerwcowych głosowaniach, podejmą też kolejne działania w świecie realnym.

Czy zawalczą o „Dragona” również władze miasta?

Widokówka z 1903 roku prezentująca paradę dragonów. W tle kamienica, a przed nią młody dąb. (źródło: www.olesnica.org, dzięki uprzejmości p. Marka Nienałtowskiego)

Widokówka z 1903 roku prezentująca paradę dragonów. W tle kamienica, a przed nią młody dąb. (źródło: www.olesnica.org, dzięki uprzejmości p. Marka Nienałtowskiego)

 

Dla kogo budżet obywatelski?

Wydaje się, że w Oleśnicy dla nikogo – przynajmniej jeżeli za zainteresowanie tematem przyjąć frekwencję na spotkaniu zorganizowanym przez młodzieżówkę PO w restauracji „Garden”.

21 lutego walory tzw. budżetu partycypacyjnego prezentował Wojciech Kębłowski, specjalista od polityki miejskiej. Poza ośmioma panelistami, czwórką dziennikarzy, dwiema pracownicami ratusza, jednym radnym spoza PO i kilkorgiem działaczy Platformy, publiczność stawiła się w liczbie pięciu osób.

Wspomniana piątka też nie była przypadkowa, bo reprezentowała trzy oleśnickie stowarzyszenia: Przyjaciół Lotniska, Olsensium i Dla Oleśnicy. Obywatele miasta niezwiązani z jakimkolwiek ruchem nie przyszli.

Prezentacja W. Kłębowskiego była merytoryczna, zwięzła i czytelna,przedstawiała ideę oraz konstrukcję budżetów partycypacyjnych. Pozostali prelegenci poparli pomysł wprowadzenia podobnego mechanizmu w Oleśnicy – bez względu na nazwę. Kilka uwag, raczej krytycznych mimo ogólnej akceptacji dla koncepcji budżetów obywatelskich, zgłosił Michał Kołaciński.

Odniosłem wrażenie, że każdy bardzo chciał powiedzieć coś szalenie mądrego i nadającego się do cytowania w mediach. Najbardziej naturalnie wypadł moim zdaniem działacz PiS, z kolei Adam Horbacz, którego widziałem po raz pierwszy (gdy byłem we władzach miejskiej PO nie było go w partii), mówił najpłynniej i najswobodniej; w kilku kwestiach przyznał rację Kołacińskiemu. Pełen wersal i… nuda. Najdobitniej spuentował całość Marek Kamaszyło z Olesnsium, który trafnie określił spotkanie mianem „wyborczego” i nie brał potem udziału w dyskusji.

Pytania z sali dotyczyły w większości kwestii technicznych (jak przeprowadza się głosowanie, ile inwestycji pochodzących z budżetu partycypacyjnego zatwierdzono i zrealizowano w Świdnicy itd, itp.). Całość trwała dwie godziny, organizatorzy planują kolejne spotkania.

Idea budżetu obywatelskiego – jakby go nie nazywać – nie jest mi obca, śledzę tę tematykę od dłuższego czasu. Pomimo pewnych wad i niedoskonałości, konstruowanie budżetu miasta z uwzględnieniem chociażby 0,5% na inicjatywy oddolne wart jest poważnego traktowania. W przypadku Oleśnicy (przyjmując budżet jako 100 milionów zł) byłoby to ok. 500 tysięcy – a to przecież minimum, słyszy się nawet o kwotach 3-5%.

Teoretycznie obywatele już mają prawo zgłaszać swoje projekty: Oleśnica jako jedyna realizuje wnioski mieszkańców zgłaszane do budżetu miasta – przynajmniej wg skarbniczki J. Jarosiewicz i radnego Czarneckiego. Na bieżący rok przyjęto do realizacji wszystkie, zwykle Urząd Miasta otrzymuje ok. 20 takich wniosków.

Na czym więc polega problem? Ano na tym, że nie istnieją czytelne kryteria rozpatrywania wniosków. Zgodnie z prawem decydentem i dysponentem budżetu jest burmistrz – to musi wystarczyć za wszelkie wyjaśnienia. Ponadto samo składanie wniosków sprowadza się do wydania decyzji administracyjnej – akceptującej pomysły oleśniczan bądź nie. Nie ma procesu konsultacyjnego, nie ma przejrzystości procesu zarządzania środkami publicznymi, w końcu nie ma dialogu pomiędzy urzędnikiem a obywatelem.

Stowarzyszenie Dla Oleśnicy również takiego braku przejrzystości doświadczyło – w połowie kadencji złożyliśmy wnioski o zabezpieczenie środków na realizację np. edukacyjnej instalacji historycznej „Oleśnica wczoraj i dziś”, służyliśmy – w razie pozytywnego rozpatrzenia – kompletnym projektem, materiałami itp. Miasto wykonawcę mogło wyłonić w drodze przetargu, zależało nam jedynie, by projekt wszedł w życie. Tymczasem skarbniczka poinformowała poprzez media, że miasto nie mogłoby za to zapłacić, ponieważ dotacje przyznawane są w innym trybie. Przypominam, że złożyliśmy wnioski o ewentualne zabezpieczenie środków w budżecie Oleśnicy na nasz projekt, ale miałoby go zrealizować miasto, poprzez podmiot przez siebie wybrany – nikt nie mówił o dotacjach, których jako stowarzyszeniu zwykłemu nam otrzymywać nie wolno i o takowe nigdy nie podejmowaliśmy starań!

Choćby z tego powodu trzeba stworzyć dla Oleśnicy taki mechanizm dywersyfikacji pieniędzy, który nie tylko zabezpieczy pewną część na realizację wniosków obywateli, ale pozwoli je przeanalizować z ich udziałem. Przy beznadziejnej frekwencji wyborczej może to mieć również walor edukacyjny, do tego zmniejszy dystans pomiędzy mieszkańcami a administracją i – co może być najbardziej dla obecnych decydentów bolesne – doprowadzi do chociażby niewielkiej decentralizacji władzy.

Nie mam pewności, czy budżet partycypacyjny w Oleśnicy miałby szansę powodzenia. Władza funkcjonuje w przekonaniu o słuszności własnych decyzji. Przykład odtrącenia przez szefa Rady Miasta naszego projektu Obywatelskiej Inicjatywy Uchwałodawczej jest tego najjaskrawszym przykładem. Działania mające na celu aktywizację ruchów oddolnych albo nie istnieją, albo są sterowane odgórnie – vide tzw. portal dziennikarstwa obywatelskiego. Nie należy się zatem dziwić, że oleśniczanie nie garną się do ruchów społecznych – po prostu nie wierzą w sens ich funkcjonowania w Oleśnicy. Inicjatywy obywatelskie wydają się być zastrzeżone dla… władzy.

Nie brałem udziału w dyskusji. Wykład Kębłowskiego był na tyle dokładny, że nie trzeba było dopytywać o szczegóły. Powyższe wątpliwości nie tyle dotyczyły stricte tematu spotkania, co obecnych decydentów, nie podnosiłem ich zatem publicznie – zwłaszcza wobec gości spoza Oleśnicy.

Być może jeszcze w tym roku wyborcy dadzą naszemu miastu ludzi o bardziej otwartych umysłach, z większym zaufaniem do własnych obywateli.

Synonim

W Oleśnicy synonimem dla słowa „burmistrz” jest nazwisko „Bronś”. Po ogłoszeniu nazwisk potencjalnych kandydatów w medialnej giełdzie plotkarsko-politycznej (prezentującej jednak dość prawdopodobne typy), wydaje się, że synonim się umocni.

Okrągło licząc, dwadzieścia lat rządów Bronsia obejmuje całe pokolenie zupełnie dorosłych już ludzi, którzy dorastali, kształcili się i być może zakładali rodziny pod rządami tego samego człowieka. Część „pokolenia JB” szuka alternatywy dla hegemona, część broni status quo, a część największa ma to wszystko gdzieś – i to właśnie ta część zadecyduje o wyniku wyborów.

Dojrzalsi kontestatorzy aktualnych rządów są pryncypialni i oczekują albo wypalenia gorącym żelazem istniejącego układu towarzysko-samorządowego, albo przynajmniej obietnicy niepogorszenia ich obecnej sytuacji. Problem tej pierwszej grupy polega na tym, że największym pracodawcą w mieście jest samo miasto. Urzędy, spółki samorządowe, placówki oświatowe, stowarzyszenia czerpiące dotacje z miejskiej kasy, zatrudniają i skupiają wokół siebie mnóstwo osób. Do tego dochodzą rodziny. Ich szefem – pośrednim lub bezpośrednim – jest burmistrz. W niektórych przypadkach starosta, czyli koledzy. Może nie być w ich interesie sprowadzenie wielkiego inwestora, zatrudniającego podobną liczbę pracowników, ludzi wykształconych, ambitnych i nieskrępowanych w działalności społecznej służbowymi zobowiązaniami. Tym bardziej, że kłóci się to z koalicyjną koncepcją miasta-sypialni, czyli miasta, z którego się wyjeżdża, żeby realizować swoje ambicje zawodowe gdzieś  indziej.

Nikt nie wie, jak będzie wyglądać nowa Rada Miasta. Na kandydatów nie będą pracować już listy wyborcze – w JOW-ach liczą się ludzie, szyldy partyjne mniej. Każde ugrupowanie potrzebuje zatem dwudziestu jeden pewniaków, inaczej w RM nie będzie się liczyć. Tylko PS 2002 jest w stanie wystawić wszędzie mocnych kandydatów; mieliśmy przykład listy „Galacticos” (tak ich wówczas nazwałem) trzy lata temu. Pozostałe komitety zgłoszą liderów i „wypełniaczy list” do reszty okręgów. Jest możliwe, że niektórzy w ogóle nie zarejestrują kandydatów do RM we wszystkich 21 okręgach, a tylko w części. Dlatego szczególnie istotne dla kształtu Rady będzie wystawienie kandydata w wyborach na burmistrza miasta.

To pokazuje, że jeżeli tyłków nie ruszy olewająca wybory część „pokolenia JB”, synonim pozostanie ten sam.

Jak ich zmobilizować?

 Przekonać, że mają realny wpływ na przyszłość Oleśnicy. Zbudować potrzebę przeprowadzenia zmian w mieście. Działania grup rządzących, próbujących co najmniej utrzymać synekury, a najlepiej je powiększyć, są już widoczne.

Żaden program wyborczy PS 2002, Platformy czy SLD nie obejmie reformy uprzykrzających życie projektów, pod którymi te ugrupowania, często wraz z opozycją się podpisały.

Ci, którzy nie są zadowoleni ze Strefy Płatnego Parkowania, funkcjonowania Straży Miejskiej, pacyfikacji oddolnych inicjatyw obywatelskich godzących w dobre samopoczucie decydentów, niedołężnego zarządzania sportem i rekreacją, siermięgą misji kulturalnej czy chaotycznej, szkodliwej promocji – powinni poszukać kandydata spoza rządzącej obecnie trójcy PS 2002 – PO – SLD.  Kandydata niezależnego od partyjnych baronów (dotyczy także opozycyjnego PiS), skłonnego do śmiałej wizji uczynienia z Oleśnicy najważniejszego partnera Wrocławia w aglomeracji, nie bojącego się korzystania z wiedzy ludzkiego żywiołu i doświadczeń starszych generacji.

Klucz do gabinetu burmistrza spoczywa w kieszeni lekarskiego kitla Michała Kołacińskiego. Paradoks polega na tym, że nie on miałby go używać. Prawo i Sprawiedliwość nie wygrało w Oleśnicy żadnych wyborów, skupia elektorat zdyscyplinowany, ale starszy, do tego dochodzi uwiązanie z politycznymi mocodawcami, stawiające pod znakiem zapytania pełną suwerenność podejmowanych decyzji. Ponadto – jak sugeruje „Panorama Oleśnicka” – sam Kołaciński bardziej liczy na wysokie miejsce na liście wyborczej do sejmu. Nie wyklucza to kandydowania do ratusza, jednak bliższa wydaje mu się być skala powiatowa, poza tym nie będzie chciał pozwolić na prawdopodobne zwycięstwo PO w Radzie Powiatu. Przy większości PiS w RP i fotelu starosty dla nominata tej partii, gabinet w ratuszu mógłby pozostać zajęty przez Bronsia. Platforma nie miałaby władzy, a w PS 2002 doszłoby do przetasowań po porażce w powiecie.

Aby bardziej osłabić Platformę w mieście, PiS powinien wystawić w wyborach na burmistrza kandydata spoza partii. Niezależny kandydat, nawet przy wsparciu ugrupowania Ryszarda Siweckiego, bez zaplecza organizacyjnego nie ma żadnych szans na zbliżenie się do ewentualnej drugiej tury. Przy rekomendacji Kołacińskiego i organizacyjnym wsparciu dla kogoś spoza establishmentu, druga tura jest realna.

Czy lider PiS wykaże się zmysłem politycznym, czy nazwiska prezentowane w mediach się potwierdzą, czy nagle pojawi się ktoś zupełnie niespodziewany – czas pokaże. Zamiana stanowisk w kręgu PS 2002-SLD-PO żadnej nowej jakości do Oleśnicy nie przyniesie, ugruntuje za to na kolejne lata obecny system sprawowania władzy. System na tyle sprawny, że bez szerokiej koalicji opozycyjnej, realnej zmiany w Oleśnicy nie będzie. Pojedyncze wyskoki kandydatów przypomną co najwyżej powiedzenie o waleniu głową w mur.

I być może właśnie tego pragnie polityczna elita.


Foto: History in Pictures

Szczęściarze z magistratu, czyli Martyna lepsza od Nienałtowskiego

Choroba nie pozwala mi, póki co, zwyczajnie funkcjonować, dlatego piszę rzadko i wolno, wolno i rzadko też opuszczam dom.  W ostatnią sobotę września udało mi się jednak dotrzeć do Sali Rycerskiej zamku na spotkanie autorskie z Markiem Nienałtowskim, który promował właśnie swoją książkę o rodzie Podiebradów. Ale po kolei.

Dni Europy. Szeroko promujemy miasto i siebie samych, pokazując bogactwo tzw. oleśnickiej kultury. Są balony, stoiska z miodem i gaciami. Burmistrz, cały w pąsach, pręży obarczoną złotym łańcuchem pierś przed delegacjami z miast partnerskich. Na środku rynku MOKiS ustawia potężne stelaże wystawiennicze. Będzie wystawa związana z Oleśnicą, bo jaka inna mogłaby być z takiej okazji? Otóż – mogłaby. Wobec gości spoza miasta i z zagranicy promujemy Martynę Wojciechowską, związaną z Oleśnicą mniej więcej tak, jak paskudna baba na pierwszym zdjęciu wystawy z wyborami Miss Powiatu.


Martyna na końcu świata, ale przed Oleśnicą. Ciekawy pomysł na promocję naszej kultury przed zagranicznymi gośćmi.

Cóż, MOKiS ma, jak widać, nowatorskie podejście do promocji miasta, ale, zasadniczo, od promocji jest specjalnie do tego celu powołana komórka. Komórka promocyjna w magistracie jest tylko jedna, może mieć zatem problemy komunikacyjne ze światem, któremu ma komunikować wszelakie treści służące sławieniu imienia miasta. Zwłaszcza, że pełni funkcje o wiele znakomitsze. Zajęta sławieniem imienia burmistrza komórka nie zauważyła więc, że oleśnicki autor napisał popularnonaukową książkę o czeskich Podiebradach, którym Oleśnica zawdzięcza potężny rozkwit.

Książka książką, dwa lata temu pan Marek i pani Danka Kubik przygotowali piękną wystawę o tym zasłużonym rodzie. Wystawę prezentowano w oleśnickim zamku, w bazylice, a także w sąsiednich miejscowościach i – bodajże – w Galerii 56 PCEiK-u, który wystawę zamówił i sfinansował. Kiedy przed głównym wejściem do ratusza rozstawiono konstrukcje wystawiennicze byłem pewien, że pokażemy czeskiej delegacji jak dużą wagę przywiązujemy do wspólnej przecież historii, że mamy świadomość, iż ów królewski ród przyczynił się do rozbudowy i unowocześnienia naszego miasta. Tak, byłem pewien, że wreszcie ktoś, kto za to bierze pieniądze, zwróci uwagę na promocyjne aspekty historii Oleśnicy.

A guzik! Z pętelką.

Promocja książki o Podiebradach odbyła się tydzień później, już po Dniach Europy. Przyszło kilkadziesiąt osób, długo trzeba było czekać na wpis Autora. Laudację wygłosił wydawca książki, ks. Wł. Ozimek. Potem w świat historii sztuki w Oleśnicy porwał (tak, porwał!) w znakomitym wykładzie dr Piotr Oszczanowski z Uniwersytetu Wrocławskiego, jak myślę przyjaciel pana Marka i przyjaciel Oleśnicy. Sam Autor o swojej pracy wypowiadał się bardzo skromnie, co akurat dla tego pracowitego człowieka jest najzupełniej typowe. Skromność w tym wypadku nie jest jednak pożądana: książka stanowi kompletną  pozycję popularnonaukową, treść poparto przypisami (bibliografia to 86 pozycji!) oraz dużym zasobem dokumentacji fotograficznej (zdjęcia m.in. W. Piechówki, Z. Podurgiela, W. Mazurkiewicza czy samego pana Marka). Przejrzysty układ i interesująca okładka to już zasługa pani Danuty Obrębskiej-Kubik. Doprawdy, ciężko o bardziej oleśnicką pozycję!

Wśród zgromadzonych osób nie zabrakło Marzeny Helińskiej, dyrektor PCEiK-u, nauczycieli, mediów, oleśniczan zainteresowanych historią i kulturą, niektórych radnych powiatowych oraz osób zgromadzonych wokół stowarzyszenia Dla Oleśnicy i forum pasjonatów lokalnej historii.

Nie było nikogo z władz miasta. Nie było nikogo odpowiedzialnego za promocję Oleśnicy.

Może, kurka wodna, w soboty nie pracują.

Szczęściarze.

P.S. Nakład wynosił tylko 300 egzemplarzy i najprawdopodobniej już został wyczerpany, co tylko pokazuje, jak duże jest zapotrzebowanie na rzetelne opracowania związane z historią miasta. Szkoda, że administracja tego nie dostrzega. A panu Markowi raz jeszcze najserdeczniej dziękuję – za konsekwencję, tytaniczną pracę i wysiłek włożony w popularyzowanie historii Oleśnicy. Księdzu proboszczowi Wł. Ozimkowi – za świadomość historyczną i nieustanne starania renowacyjne przy mauzoleum Piastów, Podiebradów i Wirtembergów. Oby „Podiebradowie w dziejach Księstwa Ziębicko-Oleśnickiego 1495-1647” byli początkiem dłuższej współpracy obu tych ludzi, bardzo oddanych naszemu miastu i jego historii.

UWAGA AKTUALIZACJA 29.10: jak sądzę niniejszy tekst mógł również przyczynić się do zrealizowania wystawy w ratuszu oraz przeprowadzenia w nim promocji książki pana Marka. Za stroną www.olesnica.pl:

„W holu Urzędu Miasta Oleśnicy można oglądać wystawę „Pamięci Podiebradów. Oleśnica i księstwo w latach 1495-1647”. Dzisiaj odbędzie się także promocja książki dra Marka Nienałtowskiego.

Wystawę można oglądać do jutra włącznie w holu ratusza (II p.). Jej celem jest ukazanie dziejów naszego miasta i powiatu poprzez pryzmat historii rodu Podiebradów, panujących w księstwie oleśnickim w latach 1495-1647. 

Dzisiaj o godz. 12.30 w ratuszu odbędzie się również promocja książki autorstwa dra Marka Nienałtowskiego pt. „Podiebradowie w dziejach księstwa ziębicko-oleśnickiego 1495-1647. Będzie to okazja do zakupu wydawnictwa (30 zł)”.

Szkoda, że od właściwego czasu, w jakim powinna odbyć się taka promocja, minął miesiąc. O formie (wystawa jeden dzień, na II piętrze bez windy, informacja o promocji w dniu promocji) nie będę się rozpisywał. Poniżej w komentarzach wszystko zostało już napisane.

Mimo wszystko, pozdrawiam ratuszowy dział promocji. Dobre i to.

UWAGA AKTUALIZACJA 27.11: Pan Marek został zaproszony na posiedzenie Rady Powiatu w dn. 25.11.2013. Miał okazję zabrać głos i podpisywać książki. Spotkaniu w starostwie towarzyszyła ekspozycja części wystawy o rodzie Podiebradów. Okazuje się, że można zrobić promocję wartościowej pozycji również w urzędzie, wobec radnych i gości, a nawet – o zgrozo – udzielić głosu autorowi książki.

Powinienem odnieść się do analogicznego wydarzenia w ratuszu sprzed miesiąca, ale dochodzę do wniosku, że nie ma sensu. Nie wiem po prostu, czy mamy do czynienia z umysłowym niedołęstwem, czy ze złą wolą decydentów z rynku.

Zresztą, szczegóły znajdują się w komentarzach.

(Nie)zmienny lęk przed zmianami

Ostatnio, zajęty sprawami natury osobistej i zawodowej, niczego nowego nie napisałem. Smętnie mrugający na pustej stronie kursor zachęcał wprawdzie do publikacji kolejnych propozycji dotyczących miasta, jednak stwierdziłem, że jeszcze przyjdzie czas, aby strategię dla Oleśnicy przedstawić całościowo. Dzisiejszy wpis musiał jednak powstać, bo w przychodni przy Hallera spotkałem niedawno Elektorat.

Elektorat był płci żeńskiej, miał około siedemdziesiąt wiosen i w sposób absolutnie otwarty głośno kontestował rzeczywistość społeczną, gospodarczą oraz polityczną w Polsce. Dowiedziałem się wielu interesujących szczegółów z życia elity narodu. Wbrew pozorom (szczególne nakrycie głowy), Elektorat nie wydawał się być apostołem prawd objawianych przez prezesa największej partii opozycyjnej, wręcz przeciwnie. Klasa polityczna obrywała solidarnie, boleśnie i dogłębnie.

Przysłuchiwałem się wnikliwie, ze spuszczonym wzrokiem, gmerając w telefonie. Skupieni wokół Elektoratu pacjenci ze zrozumieniem kiwali głowami, ktoś tam próbował bronić Jarosława, ktoś coś dopowiadał i czas w kolejce do lekarza mijał całkiem szybko.

I nagle Elektorat wywalił z grubej rury, że najgorzej to jest w Oleśnicy.

Że sami złodzieje i cwaniacy, że bez znajomości niczego się nie załatwi, że wokół sama rodzina, koledzy i Bóg wie co jeszcze.

Elektorat się rozpędzał i perorował co raz szczegółowiej o jakiejś sprawie, której nie rozwiązano po jego myśli. Nieśmiało napomknąłem, że zawsze okazją do zmian są wybory. I tu niespodzianka: okazało się, że Elektorat na głosowania w Oleśnicy nie chodzi i generalnie mało go interesują kandydaci, programy i inne podobne drobiazgi. Dlaczego? Bo i tak „policzą głosy jak se chcą”, „im chodzi tylko o koryto”, „nowych złodziei nam nie trza” a w ogóle to „wszyscy kłamią”. Poczułem się wezwany do tablicy i próbowałem stanąć w obronie kandydatów, ale Elektorat rzucił tylko, że „wam, młodym*, same zmiany w głowie, to już lepiej niech będzie jak jest”, po czym zniknął za drzwiami gabinetu.

Myśląc więc o elektoratowym strachu przed ewentualnymi zmianami w naszym mieście, postanowiłem w dużym skrócie zakomunikować kilka punktów, gdyby wspomniane zmiany miały zaistnieć  za sprawą stowarzyszenia Dla Oleśnicy :

1)   oleśniczanie nie muszą się obawiać zmian, również w kontekście oddanych o użytku obiektów czy urządzeń, nawet, jeżeli  powstały w sposób niegospodarski. Nikt ich przecież nie zdemontuje, wiele rzeczy należy poprawić, ale to na inny temat;

2)   lokalne media, rozumiane w tym przypadku jako reklamobiorcy instytucji miejskich też mogą być spokojne: są najskuteczniejszymi komunikatorami i nawet jeżeli doszłoby do zmian w ratuszu, to UM nadal będzie potrzebował szerokich kanałów dostępu, aby  jak największa grupa mieszkańców mogła się zapoznawać z komunikatami czy ogłoszeniami lokalnej administracji;

3)  urzędnicy, nauczyciele, dyrektorzy szkół, czyli osoby bezpośrednio bądź pośrednio związane z obecną administracją zawodowo: bo niby czemu zmiana miałaby im zaszkodzić?

Jeżeli cokolwiek za sprawą Dla Oleśnicy miałoby się u nas zmienić, to nad przyszłością powinni zastanawiać się między innymi funkcjonariusze Straży Miejskiej i pracownicy Strefy Płatnego Parkowania. Uzasadnię to w niedalekiej przyszłości.

Aha, i jeszcze jedno na koniec: Elektorat wylazł z gabinetu wielce wzburzony i mrucząc pod nosem o mizerii usług medycznych rzucił na do widzenia, że co jak co, ale bez zmian na pewno zginiemy.

I bądź tu mądry, człowieku.

*) młodo to może ja i wyglądam. Dziękuję. Podpisano: prawie czterdziestolatek z trzecim dzieckiem w drodze i po kilkunastu latach w korporacjach na różnych stanowiskach, z kierowniczymi włącznie 😉